
Szkola gotowania z Yui
Kucharz roku…
…i jego rywalka.
Doobra zupa
Fauna i flora na targu w pełnej symbiozie.
Tradycyjny tajski deser nowożeńców.
Wyprawa do dżungli – wodospad.
I dżunglowa gąsienica.
Palmy są!
I Jhonson Fruit czy cos takiego.
Tajlandzkie white water rafting…
W sloniowych uniformach.
Nasze rumaki
Widok ze slonia
Marcin i jego różowotrąba słonica.
Całkiem dobrze się dogadywali.
Gosia miała bardziej leniwe stworzenie…
ale jakoś szło (póki nie było liści do jedzenia).
Kąpiel ze słoniami.
Gosia podtrzymuje cięężką trąbę, by słoniowi było lżej.
Gosia znalazła jedzenie dla słoni.
Kogo bardziej cieszy ten posiłek?
Autobusem do Krabi.
W rzeczy samej – to nasz hotel.
Przed kościołem buty też należy zdjąć.
Droga ucieszki na wypadek tsunami.
Morze Andamańskie.
O tej porze roku mało plażowiczów.
Bo niebo często zasnuwają chmury.
Zamiast z plaży można skorzystać z hotelowego basenu – łatwiejsza ewakuacja.
I urzekający smoczy prysznic.
Hol w hotelu.
Gosia próbuje sił na skuterze,
Marcinowi szło lepiej.
Kawa w romantycznej atmosferze.
Wyspa Koh Lanta Yai – czerwona to nasza trasa skuterowa.
2-metrowy jaszczur na naszej trasie.
Przystanek na obiad z powodu nagłej acz krótkiej ulewy.
Widoki na trasie.
Gad w dżungli.
Gad w dżungli.
Gniazdo os w dżungli.
Wilgotno i parno jak w dżungli.
Liście palmowe rzucaja zbawienny cień.
Ogromne drzewo z ogromna ilością korzeni.
Ożywcza kąpiel w lodowatym wodospadzie.
Jest! Co za ulga!
Od razu człowiekowi lepiej.
Uwaga! Pajaki na trasie!
Aligatory na szczęście nie.
Skuterowej podróży część dalsza.
Park narodowy na południowym krańcu wyspy.
Wiało niebywale.
Ale widoki były cudowne.
A coż ta żona się tak wlecze…
Nasz bungalow na wyspie.
Marcin dostał Cole na wynos…
Storczyki na targu…
Całe masy za grosze…
Odpływ.
Wrak statku ugrzęzł w mule.
Leave a Reply